transmężczyzna

Transmężczyzna w erotyce – no results. Czy chodziło o transkobietę?

Wśród osób LGBT osoby trans stanowią zaledwie małą grupkę. Wśród osób trans osoby K/M stanowią mało widoczną grupkę, szczególnie gdy „osoby trans” będzie oznaczało także transwestytów, bo jak wiadomo transwestytki wtapiają się w tłum i tak jakby ich nie było.

W erotyce „trans” w 99,99% oznacza M/K. To może być transseksualistka, to może być transwestyta, to może być shemale, ale praktycznie zawsze jest to osoba z kobiecymi atrybutami i penisem. Jej partnerem jest (najczęściej) mężczyzna. Zresztą transpłciowość w stronę M/K przez wielu postrzegana jest jako skrajna forma męskiego homoseksualizmu; upodobnienie się do kobiety po to, by mieć łatwiejszy dostęp do mężczyzn. Transmężczyźni w tym ujęciu byliby nieatrakcyjnymi lesbijkami – nic interesującego dla heteryka (najpowszechniejszego odbiorcy pornografii), a już na pewno nie dla geja – bo transmężczyźni-geje przecież nie istnieją (a ja jestem jednorożcem).

Szczególnie dobrze widać to na portalach z filmami pornograficznymi oraz na portalach randkowych. Dziś na warsztat idzie porno, randki muszą poczekać.

Po Paradzie Równości, cz. 2: We’re here, we’re queer, get the fuck used to it!

Natychmiast po powrocie do domu z Parady Równości rzuciłem się oglądać zdjęcia. Pierwsza galeria, jaką znalazłem, była ewidentnie stworzona po to, by epatować Dziwnością. Zastanawiam się, jak bardzo musiał się napracować fotograf, by spośród mnóstwa uczestników wyłonić tylko tych, którymi można szokować – ja szedłem w Paradzie i wokół mnie przewinęło się mnóstwo ludzi, ale większość z nich była ubrana co najwyżej ekstrawagancko.

Skomentowałem to wśród heteronormatywnych znajomych, inicjując tym samym typową dyskusję o Paradzie, jej sensie, skuteczności i sytuacji osób LGBTQ. (Gwoli ścisłości: nie wszyscy wypowiadający się znajomi są stricte heteroseksualni, natomiast każdy myślał heteronormą).

parada równości

Po Paradzie Równości, cz. 1: Kto ma prawo do Warszawy?

Jeden z transparentów kontrmanifestantów głosił:

Jak geje i ludzie ich pokroju chcą paradować, to niech sobie wybudują nową Warszawę. Tę wybudowali biali i mają do niej prawo – Lech Wałęsa

Poniższy cytat mówi tyle o przekonaniach Wałęsy i cytujących go narodowców, że mógłbym go analizować przez cały artykuł, zaczynając od „biały” jako skrótu do „tacy jak my, czyli normalni”. Chciałem jednak napisać o czymś innym.

Wałęsa i narodowcy ze zdjęcia powyżej uważają, że można mieć prawo do miasta. Że to miasto zostało zbudowane przez „białych”, a cała reszta won. Nie mają prawa do paradowania przez ulice na co dzień, a już tym bardziej do Paradowania. Tekst jest ogólnie denerwujący, ale z mojego punktu widzenia…

Transwestytyzm – forma transpłciowości czy parafilia?

Słowo transwestytyzm pochodzi z łaciny, zostało wprowadzone w 1910 roku przez wybitnego seksuologa niemieckiego, doktora Magnusa Hirschfelda. Trans oznacza ‚za, poza, z tamtej strony’, a vestitus – ‚odziany’, transwestytą jest więc ktoś, kto przebiera się w ubrania przypisane kulturowo drugiej płci (i na tym poprzestaje).

Tymczasem spośród wszystkich mniejszości płciowych i seksualnych transwestyci są najbardziej problemowi, myleni są bowiem ze wszystkimi innymi: z osobami homoseksualnymi, transseksualnymi i drag queen. Co istotniejsze, człowiek zainteresowany rzetelnymi informacjami o tym, czym właściwie jest transwestytyzm i czym różni się od pozostałych zjawisk związanych z wykraczaniem poza normy płci, który sięgnie do poważnych opracowań naukowych najsławniejszych polskich seksuologów, również zetknie się z informacjami niepełnymi, a przez to – wprowadzającymi w błąd. O co chodzi?

Transpłciowość w "Glee", cz. 2. Jest źle

Wpis zawiera spojlery odcinków 3×20 i 3×21. Jest zrozumiały dla osób nieznających serialu.

Wczoraj wieczorem Fox wyemitował podwójny odcinek Glee, w którym ponownie poruszono problematykę trans.

Wpis dream6601 na Tumblrze, który w pełni oddaje moje odczucia:

Please Glee, don’t do this  This has been so offensive to trans* so far I really wanna see nationals but I don’t know if I can keep watching. Please if you can’t do this story right don’t do it.

To nie jedyny taki głos.

O co chodzi tym razem?

Ewa Hołuszko

Romantyczka i pozytywistka

26 marca w Nowym Wspaniałym Świecie odbyła się warszawska premiera filmu dokumentalnego Ciągle wierzę Magdaleny Mosiewicz, który opowiada historię Ewy Hołuszko, polskiej działaczki opozycyjnej w czasach PRL-u. Nie jest to ani pierwsza próba przedstawienia jej życia, ani też najgłośniejsza, jednak reportaż Podziemne życie Ewy H. i sztukę teatralną Ciała obce Ewa ostro skrytykowała. O Ciągle wierzę mówi natomiast, że to film o niej.

Jest to drugi  film dokumentalny poruszający tematykę transpłciowości, jaki ostatnio powstał w Polsce: w 2010 roku miała bowiem miejsce premiera Trans-akcji produkcji HBO, przedstawiającej życie i proces korekty płci Anny Grodzkiej, posłanki i poprzedniej prezeski Fundacji Trans-Fuzja.

Dokument o podwójnej transformacji

Ciągle wierzę to dziwny dokument, nietypowy. Jest o kobiecie z transseksualną przeszłością, ale nie jest o transseksualizmie – raczej o przeszłości jako takiej.

Unique z Glee

Transpłciowość w "Glee"

Wpis zawiera spojlery do 3×16 włącznie. Jest zrozumiały dla osób, które nie znają serialu.

Popularny serial Glee od samego początku porusza problematykę różnych mniejszości. Gdy w jednym z pierwszych odcinków Sue postanowiła objąć specjalną opieką obecnych w chórze przedstawicieli mniejszości, jej grupa okazała się liczniejsza. Mniejszością wśród głównych bohaterów wydają się raczej osoby idealnie normatywne, jednak chyba każda z nich ma wśród bliskich przedstawiciela mniejszości: narzeczoną, rodziców, rodzeństwo, za kilka odcinków również dziecko. Akceptacja różnorodności jest wręcz napędem fabuły Glee.

LGB w serialu

Oczywiście jednym z głównych wątków jest akceptacja homo- oraz biseksualności głównych postaci. Oglądamy rozmaicie przebiegające coming-outy przed rodziną, bliskimi i całymi społecznościami, nieświadomą (do czasu) dyskryminację i zdecydowanie świadome prześladowanie wraz z bardzo dramatycznymi konsekwencjami,  ewolucję związków, wprowadzanie w życie erotyczne, a także homorodzicielstwo.

Google: Czy osoby transseksualne się masturbują?

 To zależy. Od osoby.

Mit o „prawdziwym transseksualiście”

Pokutuje przekonanie, że „prawdziwy transseksualista” tego nie robi przed korektą płci genitalnej.

Do pewnego stopnia jest to prawda: osoby transseksualne, które nienawidzą swoich narządów do tego stopnia, że unikają masturbacji.

Nie jest to jednak reguła.  Coraz więcej osób TS przyznaje się (choćby w swoim gronie), że tak, robią to, tak, mają orgazmy. 

"Czy jestem trans?". Kilka słów o testach na płeć

„Czy jestem transseksualistą?”

„Chyba jestem trans…”

„Nie wiem, kim jestem…”

„Czy mam zmieniać płeć?”

Dużo osób trafia tutaj przez Google, zadając podobne pytania. Za zapytaniami w statystykach wejść kryją się dramaty, nieprzespane noce, setki wątpliwości.

Tak jak już pisałem w innych miejscach, nie ma nikogo, kto spojrzy na Ciebie i powie „tak, jesteś transseksualny, zmień płeć”. Przepraszam, są – diagności. Tyle że mało kogo stać psychicznie i finansowo na pójście z wątpliwościami do seksuologa. Z gotowym problemem – łatwiej, wtedy wizyta jest środkiem do celu. Ale z wątpliwościami? Ciężko się przemóc.

I słusznie, w tym przypadku, bo diagnoście nie wolno decydować za Ciebie. Może Cię nie dopuścić do procesu korekty płci, ale nie powinien wchodzić w dialog „czy powinienem zmienić płeć?” „tak!”. To powinna być Twoja decyzja. Mówimy o Twojej przyszłości, a Ty jesteś największym ekspertem na swój temat, nawet jeśli diagnosta jest największym ekspertem na temat transseksualizmu. Możesz natomiast iść do specjalisty po wiedzę i aby przy nim rozjaśnić swoje myśli (lepszy będzie psycholog).

Ale co, jeśli to Ty nie wiesz, kim jesteś, a wizyty w gabinecie wolisz na razie uniknąć?

 

Transpłciowość: Kto jest kim? (homiki.pl)

Nowy tekst na homiki.pl – tutaj wraz z dyskusją.

Chociaż osób transpłciowych liczebnie jest bardzo mało, stanowimy bardzo różnorodną grupę. Mamy więc często problem z tym, żeby się właściwie określić. Większość z nas lubi terminy i ich potrzebuje – transpłciowe doświadczenie zwykle kreuje potrzebę dookreślenia się, zbudowania sobie jakiejś tożsamości. Z drugiej strony, można się w tej całej plejadzie osób trans* pogubić.

Uwięzienie w obcym ciele – nienawiść zinternalizowana

– Jak myślisz, czy osoba transpłciowa rodzi się z przekonaniem, że jej ciało jest obce i do niej nie należy? – zapytałem kiedyś koleżankę. – Że jest więzieniem?

Zastanowiła się.

– Nie wiem, mogę tylko zgadywać, że to tak samo, gdybym w tym momencie ja miała ten sam umysł co teraz, natomiast ciało mężczyzny… Nie czułabym, że to JA.

Osoby transpłciowe występujące o możliwość skorygowania swojej płci czują, jakby tak właśnie było, jakby były dorosłymi osobami wrzuconymi w obce im ciało. Są powszechnie jako nienawidzące swojego ciała i dlatego wnioskujące o jego zmianę. Typowa osoba transseksualna przed korektą płci nie chce widzieć swojego odbicia w lustrze, nie rozbiera się przy ludziach (niekiedy nawet przy partnerze życiowym; czytałem kiedyś artykuł o transmężczyźnie, który nie przeprowadził jeszcze wszystkich operacji, wobec czego partnerka widuje go tylko w podkoszulku i bokserkach) i nie identyfikuje się ze swoim ciałem.

W tym sensie koleżanka miała rację i z pewnością wiele osób transseksualnych by się z nią zgodziło. Ja jednak mam pewne zastrzeżenia. Chciałbym zaryzykować tezę, że nienawiść do swojego ciała jest wyuczona w procesie socjalizacji oraz odkrywania swojej tożsamości płciowej.

Wyobraź sobie…

Tym razem proponuję czytelnikom pewne ćwiczenie. Opracowałem je na potrzeby publikacji Edukacja Bez Tabu. Podręcznik do prowadzenia zajęć z młodzieżą na temat seksualności i relacji międzyludzkich. Tu zamieszczam w wersji zmodyfikowanej, uwzględniającej wiek (prawdopodobnie) większości czytelników.

Jeśli jesteś ciskobietą (urodziłaś się płci żeńskiej i utożsamiasz się z tą płcią), przeczytaj poniższy tekst.

Jeśli jesteś cismężczyzną (urodziłeś się płci męskiej i utożsamiasz się  tą płcią), pomiń go i przejdź dalej, do części Wersja dla mężczyzn.

Nie czytaj tekstu szybko. Zatrzymuj się przy każdym zdaniu i próbuj sobie wyobrażać tę sytuację. Poświęć chwilę, by przyjrzeć się swoim emocjom.

Pamiętaj, że jesteś sobą. Zmienia się tylko cała Twoja sytuacja.

 

Osiowe "objawy" transseksualizmu?

Przychodzi transseksualista do lekarza.
– Dzień dobry – mówi. – Jestem transseksualistą, chcę przeprowadzić korektę płci.
– Czy ma pani za sobą jakąś udokumentowaną próbę samobójczą?
– Nie.
– W takim razie nie jest pan transseksualistą. Do widzenia.

 Diagnozowanie poprzez skutki

Antoni Kępiński w swojej monografii o schizofrenii zwraca uwagę na pewien szkodliwy mechanizm. Zauważa on, że część lekarzy psychiatrów unika diagnozy schizofrenii, dopóki u pacjenta nie wystąpi otępienie uczuciowe – jeśli go (jeszcze) nie ma, diagnozują schizofrenię rzekomą lub psychozy schizofrenopodobne.

Ta ostrożność w rozpoznawaniu schizofrenii ma swoje ujemne strony, gdyż dopiero negatywny wynik leczenia w postaci wystąpienia objawów otępienia schizofrenicznego potwierdza rozpoznanie. W pewnej przynajmniej mierze psychiatra oczekuje u swego chorego otępienia, by udowodnić, że miał rację, rozpoznając u niego schizofrenię. Przy dużej podatności tych chorych na maskowane nawet i nieuświadomione nastawienia uczuciowe otoczenia do nich, tego typu „oczekiwanie” może wpływać ujemnie na wynik leczenia  (Kępiński, 1972).

Przychodzi trans do psychologa

Ponieważ w ostatnim roku o wiele za bardzo zaangażowałem się w sprawy innych ludzi, zapominając o sobie (choroba zawodowa) i przez to wpadłem w depresję, a poza tym trochę za bardzo właziłem sobie w drogę, stwierdziłem, że postąpię profesjonalnie i udam się do psychologa.

Najpierw przeżyłem niespodziankę w postaci obowiązku  uzyskania skierowania od lekarza pierwszego kontaktu i czasu oczekiwania na wizytę. Uzyskałem skierowanie bez trudu, poszedłem, zapisałem się na wizytę…

Psychologa nazwijmy magistrem C.

Etapy korekty płci w Polsce

Korektę płci w Polsce można podzielić na kilka etapów.

1. Diagnoza

Pierwszym jest diagnoza pacjenta jako osoby transseksualnej, dokonywana przez specjalizującego się w tym lekarza seksuologa. Oznacza ona serię wywiadów z nim, psychiatrą i psychologiem, konieczność dostarczenia badań genetycznych i innych zleconych badań medycznych.

Nie ma jednej skutecznej metody zdiagnozowania transseksualizmu – można co najwyżej wykluczyć zaburzenia powodujące, że człowiek utożsamia się z płcią inną niż wskazują na to genitalia – i każdy lekarz wypracował sobie inny kanon badań niezbędnych mu do postawienia diagnozy.

Niektórzy lekarze nadal zlecają test realnego życia, co oznacza, że osoba transpłciowa musi – bez względu na swój wygląd i sytuację życiową – przez dwa lata funkcjonować w roli zgodnej ze swoim Ja. To zalecenie wzbudza wiele kontrowersji.

Depatologizacja transseksualizmu

Część 1: Transpride i grupa społeczna

Buduje się grupa

Wraz z rozwojem Internetu i umożliwieniem osobom transseksualnym kontaktowania się ze sobą na międzynarodową skalę nastąpiła ogromna zmiana związana z samopostrzeganiem się osób spod znaku T. Osamotnieni w swych problemach chorzy, polegający na informacjach wyczytanych z podręczników akademickich i dostosowujący swoje życiorysy do oczekiwań lekarzy, to już zaledwie jedna z opcji.

Problemy z ciałem i seksualnością osób transseksualnych – wyzwania terapeutyczne

Poniższy artykuł napisany jest z punktu widzenia transseksualnego mężczyzny, który studiuje psychoterapię i terapię seksualną – łączę w nim własne doświadczenia i obserwacje z wiedzą i podejściem przyszłego terapeuty. Docelowo adresuję go do innych psychoterapeutów, ale pisząc go, cały czas miałem na uwadze, że jego głównymi faktycznymi odbiorcami będą osoby transseksualne oraz ich bliscy.

Definicja transseksualizmu

Wbrew powszechnemu mniemaniu transseksualiści to nie są „te osoby transpłciowe, które dążą do pełnej korekty płci cielesnej”. Jako psychologa obowiązuje mnie międzynarodowa klasyfikacja chorób opracowana przez WHO, czyli aktualnie ICD-10. Można w niej przeczytać następującą definicję transseksualizmu:

Pacjent pragnie żyć i być akceptowanym jako przedstawiciel płci przeciwnej, czemu towarzyszy zazwyczaj uczucie niezadowolenia (discomfort) z powodu niewłaściwości własnych anatomicznych cech płciowych oraz chęć poddania się leczeniu hormonalnemu czy operacyjnemu, by własne ciało uczynić możliwie najbardziej podobnym do ciała płci preferowanej*.

coming-out

Coming-out osoby transseksualnej w pracy

W życiu wielu osób transseksualnych przychodzi ten moment, kiedy trzeba wyoutować się w pracy jako osoba korygująca płeć. 

Dla wielu ludzi jest to strasznie stresujące, bo przecież pracodawca może zwolnić, może zacząć gorzej traktować, może zaszkodzić na dziesiątki innych sposobów – a tu kryzys, duże bezrobocie, żywność drożeje i tranzycję też trzeba za coś przeprowadzić.

Z drugiej strony, zmian nie da się ukrywać w nieskończoność, a po coming-oucie często może być lepiej. Dopiero po wyjściu ze strefy komfortu można na dobre zacząć fukcjonować w pracy we właściwej roli, a oprócz imienia i rodzaju zmienić identyfikator, login, uniform. Wiele sytuacji potencjalnie konfliktowych zanika, bo ludzie rozumieją Cię lepiej, a Ty nie musisz się ukrywać, kłamać, maskować – i jest Ci po prostu lżej.  Często pracodawca i współpracownicy okazują się wielkimi sojusznikami osoby korygującej płeć. Słyszałem np. historię osoby, która straciła dom wskutek tranzycji (w styczniu!) i mogła przez jakiś czas nocować w miejscu pracy.

Zatem – jak się outować?

Jestem w „Charakterach”!

W najnowszym numerze, 09/2011, „Charaktery” opublikowały historię mojej zmiany płci, która przebiegała w bardzo niestandardowy sposób.

Tytuł: Jestem transoptymistą

Zajawka: Powszechnie uważa się, że transseksualizm to droga przez mękę i cierpienie związane z „uwięzieniem w obcym ciele”, a sobą można być dopiero po operacji zmiany płci. Że nie należy mówić o tym innym, bo odrzucą, nie zaakceptują. Moja historia jest całkiem inna…

Strony: 90-91. I bardzo fajna ilustracja, tęczowo-energiczna.

Nakład : 70 500 egzemplarzy. To oznacza całkiem spory coming-out.

Ponadto w tym samym numerze jest artykuł mojej koleżanki z uczelni, Marty Wojtulewicz (we współpracy z wykładowcą, Simone’em Dalla Bellą), zatytułowany Uszy mają oczy (s. 60-63). Również polecam: Marta była ze mną na kwietniowej konferencji z tym właśnie tematem i jej referat został – bardzo słusznie! – doceniony jako najlepszy ze wszystkich w ogóle wygłoszonych.