Przeraża Cię operacja, więc nie wiesz kim jesteś i co ze sobą zrobić?

Ponieważ ostatnio mój Wen śpi, a relacja z konferencji Transgender Transdyscyplinarnie jakoś się nie chce napisać (dąży na zmianę do chwalenia organizatorów, porównywania ze sobą dwóch edycji i zamieniania się w wyciąganie wniosków z obserwacji co, jak i przez kogo było omawiane), wpadłem na trochę inny pomysł. Jak część z Was na pewno wie, wypowiadam…

Korekta płci – największe wyzwanie

Wiele osób stojących przed dylematem „korygować płeć czy nie?” „żyć zgodnie ze sobą, czy jednak pogodzić się z losem?” „zmagać się z nieznanym czy pozostać przy tym, co już znam?” znajduje mnóstwo argumentów za pozostaniem w strefie komfortu.

[box type=”info” align=”aligncenter” ]Strefa komfortu Znajome i przez to bezpieczne tu-i-teraz. Które może być dziewiątym kręgiem piekła, ale przynajmniej wiadomo, czego się spodziewać. Wyjście poza ten znajomy obszar, poza strefę komfortu, przeraża. Bo tam już nie wiadomo, co się wydarzy. Podobno ma być lepiej, ale może będzie źle? Na pewno będzie źle! A tu w sumie nie jest tak tragicznie, inni mają gorzej, jakoś sobie poradzę…[/box]

Ostatnio miałem serię ciekawych rozmów z osobami przed tranzycją. Takimi, co to by naprawdę chciały, ale.

Tranzycja jako Podróż Bohatera

Kilka miesięcy temu wygrzebałem na Amazonie rewelacyjną książkę The Transgender Guidebook: Keys to a Successful Transition, napisaną przez dr Anne L. Boedecker, psycholog, która od lat pracuje z osobami nienormatywnymi płciowo, w tym transseksualnymi.

Książka, będąc swoistą biblią tranzycji (tak dobrą, że najchętniej splagiatowałbym ją w całości, ignorując głęboko uwewnętrznione przekonanie, że to Zue i nie wolno; potraktujcie to jako rekomendację najwyższej klasy), traktuje proces przechodzenia z jednego genderu do drugiego jako Podróż Bohatera. Analogia jest mi bardzo bliska, bo sam wielokrotnie tak o tym myślałem, identyfikując się a to ze Spider-Manem, a to z Harrym Potterem, a to z Bagginsami, a to z przywołanym już Shrekiem, a to z Neo, a to z Lukem Skywalkerem, a to…  – nie znalazłem w sobie jednak dość pewności, by tak o tym mówić. Pora to nadrobić.

8 porad dla osób transseksualnych poszukujących pracy

W Gazecie Wyborczej ukazał się miesiąc temu poruszający artykuł o Sławku – transmężczyźnie przed zmianą dokumentów, który nie może znaleźć żadnej pracy pomimo swojego doświadczenia. Przygnębiający, pełen scen ilustrujących ludzkie uprzedzenia…

Nie lubię takich tekstów, ponieważ utrwalają wizerunek osoby transpłciowej – zwłaszcza transseksualnej – jako biednej ofiary, co to na nic liczyć nie może, ponieważ jest trans i już, dalej się nie przebije. Tekst sugeruje, że nie ma wyjścia i osoby trans w Polsce nie mają szans na godne życie – co nie jest prawdą. Osoby trans mają liczne przeszkody do pokonania – to trochę co innego niż brak szans.

Z przytoczonych scen wynika, że Sławek, podobnie jak większość Polaków, nie do końca wie, jak zabrać się za poszukiwanie pracy (na potrzeby własnej analizy zakładam, że artykuł jest prawdziwy i rzetelny).

passing

Jak mieć passing, kiedy się go nie ma?

Na początek: o co chodzi? Otóż – osoby transseksualne (uwzględniając TG) często wychodzą z założenia, że nie będą się outować (lub po wyoutowaniu nie będą się domagały respektowania ich tożsamości płciowej), ponieważ wyglądają nieprzekonująco. Ze zrozumiałych powodów tekst będzie bazował na przykładzie K/M, ale wydaje mi się, że problem i rozwiązanie są dość uniwersalne.

Skąd się biorą problemy?

Jak on może zobaczyć we mnie mężczyznę? Przecież nie przeszedłem mutacji, mam za długie włosy, do pracy nadal muszę ubierać się jak kobieta… Nie mogę oczekiwać, żeby się przestawił, przyzwyczaił, zaakceptował – myśli sobie trans-greenhorn, zieloniutki jak szczypiorek na wiosnę. Wyoutował się tydzień temu, kolega powiedział „aha” i… nic się nie zmieniło.

Jak myśleć pozytywnie – ćwiczenie nie tylko dla transów

Ważnym, choć często pomijanym aspektem związanym z byciem trans, jest transpride, czyli pozytywna tożsamość siebie jako osoby transpłciowej. Prezentowane tu ćwiczenie jest związane właśnie z transpride, ale skorzystać z niego mogą także osoby cisgenderowe (nie-trans).

Przejrzałem kilka blogów osób transseksualnych i przewija się przez nie walka, cierpienie, pytania o złą karmę. Automatyczna reakcja: zajrzenie do zeszytu, w którym zapisuję same pozytywne, motywujące rzeczy. Między innymi jest tam moja osobista lista zalet związanych z byciem trans.

Przeszedłem etap użalania się nad sobą i swoim ciężkim losem. Znam te negatywne, masochistyczne myśli, po których świat wydaje się jeszcze czarniejszy. I odcinam się od nich, bo nawet jeśli są prawdziwe, po co mi one? Co mi dały? Nawet nie były tak motywujące do działania jak pozytywne myślenie! Jedyny efekt to pogłębianie przekonania o tym, jakie życie jest złe i wrogie.

Moja postawa po kilku latach pracy nad sobą jest zupełnie inna:

Gdy coś brzmi jak dożywotni wyrok… jest Twoim największym darem!