DSM-5 a literka T – świat się zmienia!

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, istniała sobie lista zaburzeń psychicznych, na której znajdował się homoseksualizm.

Jego obecność na tej liście oznaczała, że nauka sankcjonowała homofobię – zarówno tę społeczeństwa, jak również zinternalizowaną. Geje, lesbijki i osoby biseksualne z definicji byli gorsi, ich miłość była patologiczna, a ich związki – niewłaściwe. Ostatecznie tak twierdziły krajowe autorytety z dziedziny zdrowia psychicznego!

Kamieniem milowym na drodze do emancypacji LGB było wykreślenie homoseksualizmu z wyżej wspomnianej klasyfikacji – amerykańskiej DSM – w 1973 roku. Jakkolwiek ta decyzja nadal jest w pewnych środowiskach kontrowersyjna (i raczej nic się w tej sprawie nie zmieni), świat poszedł dalej. 

Depatologizacja transseksualizmu

Część 1: Transpride i grupa społeczna

Buduje się grupa

Wraz z rozwojem Internetu i umożliwieniem osobom transseksualnym kontaktowania się ze sobą na międzynarodową skalę nastąpiła ogromna zmiana związana z samopostrzeganiem się osób spod znaku T. Osamotnieni w swych problemach chorzy, polegający na informacjach wyczytanych z podręczników akademickich i dostosowujący swoje życiorysy do oczekiwań lekarzy, to już zaledwie jedna z opcji.