Hejtowanie Wyborów Miss Trans przez transkobiety

Na forum Trans-Fuzji pojawił się kolejny fascynujący flejm, tym razem powiązany z Wyborami Miss Trans.

Na pewnym poziomie kocham flejmy: przeważnie są fantastycznym źródłem informacji o mechanizmach radzenia sobie z opresją, o kompleksach, o nieświadomych przekonaniach, o poziomie samoświadomości społeczeństwa etc.

W tym flejmie jest bardzo dużo opresji.

trans-friendly

Jontek, łap za widły! To trans!, czyli o tworzeniu przyjaznego środowiska

Na forum Trans-Fuzji wywiązała się jakiś czas temu ciekawa dyskusja o akceptacji osób transseksualnych w społeczeństwie. Użytkowniczka po korekcie płci, żyjąca w trybie stealth (niewyoutowana), dowodziła nam, że out jest Zuem, ponieważ ludzie są narażeni na prześladowanie i komentarze, bo środowisko jest do osób TS nastawione negatywnie, a na otoczenie nie ma się wpływu: rodzina, sąsiedzi, praca pozostają te same i nie każdego stać na jego zmianę. Czyli trzeba siedzieć cicho.

Bardzo ciekawe w dyskusji było to, że użytkowniczka sama jest bezpieczna (żyje jako osoba z pozoru cispłciowa, czyli – slangowo – w trybie stealth), ale obserwuje jak ludzie z jej pracy mówią o innej osobie trans, wyoutowanej, z innego działu (czyli nieznanej osobiście oplotkowującym), śledzi akty przemocy wobec innych osób transseksualnych… i przekonuje osoby wyoutowane, akceptowane i bezpieczne, że świat jest okropny. Nawet nas niezbyt uważnie słuchała. 

W niewoli passingu

Passing, czyli uchodzenie za przedstawiciela płci, z którą się utożsamia, jest celem osób transseksualnych. Passing u transkobiety ma miejsce wtedy, gdy wchodzi do sklepu, banku lub na szkolenie i wszyscy postrzegają ją jako kolejną kobietę. Jeśli słyszy „W czym mogę pani pomóc?”, ma passing. Jeśli pojawia się forma „pan”, dziwne spojrzenia i śmiechy, że przyszedł przebieraniec – passingu nie ma. Analogicznie jest u transmężczyzny, jednak nasza sytuacja jest nieco bardziej zero-jedynkowa: przeważnie albo wyglądamy jak (męskie) kobiety, albo jak mężczyźni (lub w ostateczności chłopcy).

Passing jest cudowny. Odpada frustracja, konieczność tłumaczenia się na każdym kroku, liczne nieporozumienia… Passing jest normalnością. Życiem jak każdy, a nie jak niezrozumiane przez świat dziwadło. Wreszcie można być sobą, wreszcie można bez obaw wyjść na zakupy.   

Osiowe "objawy" transseksualizmu?

Przychodzi transseksualista do lekarza.
– Dzień dobry – mówi. – Jestem transseksualistą, chcę przeprowadzić korektę płci.
– Czy ma pani za sobą jakąś udokumentowaną próbę samobójczą?
– Nie.
– W takim razie nie jest pan transseksualistą. Do widzenia.

 Diagnozowanie poprzez skutki

Antoni Kępiński w swojej monografii o schizofrenii zwraca uwagę na pewien szkodliwy mechanizm. Zauważa on, że część lekarzy psychiatrów unika diagnozy schizofrenii, dopóki u pacjenta nie wystąpi otępienie uczuciowe – jeśli go (jeszcze) nie ma, diagnozują schizofrenię rzekomą lub psychozy schizofrenopodobne.

Ta ostrożność w rozpoznawaniu schizofrenii ma swoje ujemne strony, gdyż dopiero negatywny wynik leczenia w postaci wystąpienia objawów otępienia schizofrenicznego potwierdza rozpoznanie. W pewnej przynajmniej mierze psychiatra oczekuje u swego chorego otępienia, by udowodnić, że miał rację, rozpoznając u niego schizofrenię. Przy dużej podatności tych chorych na maskowane nawet i nieuświadomione nastawienia uczuciowe otoczenia do nich, tego typu „oczekiwanie” może wpływać ujemnie na wynik leczenia  (Kępiński, 1972).

Przychodzi trans do psychologa

Ponieważ w ostatnim roku o wiele za bardzo zaangażowałem się w sprawy innych ludzi, zapominając o sobie (choroba zawodowa) i przez to wpadłem w depresję, a poza tym trochę za bardzo właziłem sobie w drogę, stwierdziłem, że postąpię profesjonalnie i udam się do psychologa.

Najpierw przeżyłem niespodziankę w postaci obowiązku  uzyskania skierowania od lekarza pierwszego kontaktu i czasu oczekiwania na wizytę. Uzyskałem skierowanie bez trudu, poszedłem, zapisałem się na wizytę…

Psychologa nazwijmy magistrem C.

Depatologizacja transseksualizmu

Część 1: Transpride i grupa społeczna

Buduje się grupa

Wraz z rozwojem Internetu i umożliwieniem osobom transseksualnym kontaktowania się ze sobą na międzynarodową skalę nastąpiła ogromna zmiana związana z samopostrzeganiem się osób spod znaku T. Osamotnieni w swych problemach chorzy, polegający na informacjach wyczytanych z podręczników akademickich i dostosowujący swoje życiorysy do oczekiwań lekarzy, to już zaledwie jedna z opcji.

Jestem w „Charakterach”!

W najnowszym numerze, 09/2011, „Charaktery” opublikowały historię mojej zmiany płci, która przebiegała w bardzo niestandardowy sposób.

Tytuł: Jestem transoptymistą

Zajawka: Powszechnie uważa się, że transseksualizm to droga przez mękę i cierpienie związane z „uwięzieniem w obcym ciele”, a sobą można być dopiero po operacji zmiany płci. Że nie należy mówić o tym innym, bo odrzucą, nie zaakceptują. Moja historia jest całkiem inna…

Strony: 90-91. I bardzo fajna ilustracja, tęczowo-energiczna.

Nakład : 70 500 egzemplarzy. To oznacza całkiem spory coming-out.

Ponadto w tym samym numerze jest artykuł mojej koleżanki z uczelni, Marty Wojtulewicz (we współpracy z wykładowcą, Simone’em Dalla Bellą), zatytułowany Uszy mają oczy (s. 60-63). Również polecam: Marta była ze mną na kwietniowej konferencji z tym właśnie tematem i jej referat został – bardzo słusznie! – doceniony jako najlepszy ze wszystkich w ogóle wygłoszonych.

Jak myśleć pozytywnie – ćwiczenie nie tylko dla transów

Ważnym, choć często pomijanym aspektem związanym z byciem trans, jest transpride, czyli pozytywna tożsamość siebie jako osoby transpłciowej. Prezentowane tu ćwiczenie jest związane właśnie z transpride, ale skorzystać z niego mogą także osoby cisgenderowe (nie-trans).

Przejrzałem kilka blogów osób transseksualnych i przewija się przez nie walka, cierpienie, pytania o złą karmę. Automatyczna reakcja: zajrzenie do zeszytu, w którym zapisuję same pozytywne, motywujące rzeczy. Między innymi jest tam moja osobista lista zalet związanych z byciem trans.

Przeszedłem etap użalania się nad sobą i swoim ciężkim losem. Znam te negatywne, masochistyczne myśli, po których świat wydaje się jeszcze czarniejszy. I odcinam się od nich, bo nawet jeśli są prawdziwe, po co mi one? Co mi dały? Nawet nie były tak motywujące do działania jak pozytywne myślenie! Jedyny efekt to pogłębianie przekonania o tym, jakie życie jest złe i wrogie.

Moja postawa po kilku latach pracy nad sobą jest zupełnie inna:

Gdy coś brzmi jak dożywotni wyrok… jest Twoim największym darem!