Transgenderyzm – życie w zawieszeniu

Dokładnie sześć lat temu napisałem artykuł Transgenderyzm – życie w zawieszeniu, który do tej pory wisi w sieci i bardzo drażni mnie swoim istnieniem, tytułem, treścią i możliwością wpływu na innych.

Powstał w bardzo specyficznym dla mnie okresie życia i od dawna nie mogę się pod nim podpisać. Uznałem więc, że pora na autopolemikę.

Tło powstania artykułu

Rok 2006 spędziłem w całości na myśleniu kim jestem i jak chcę żyć.

Zimą zdawałem pierwszą sesję na polonistyce (dość długo chciałem być polonistką z masą książek, kotów i kubkiem parującej herbaty) i czytałem  Aleksandra Zamojska jest mężczyzną oraz masę książek z psychologii i seksuologii. Oglądałem też The L Word (Max!) i wymyślałem z moją ówczesną dziewczyną imię dla naszego dziecka.

Transwestytyzm – forma transpłciowości czy parafilia?

Słowo transwestytyzm pochodzi z łaciny, zostało wprowadzone w 1910 roku przez wybitnego seksuologa niemieckiego, doktora Magnusa Hirschfelda. Trans oznacza ‚za, poza, z tamtej strony’, a vestitus – ‚odziany’, transwestytą jest więc ktoś, kto przebiera się w ubrania przypisane kulturowo drugiej płci (i na tym poprzestaje).

Tymczasem spośród wszystkich mniejszości płciowych i seksualnych transwestyci są najbardziej problemowi, myleni są bowiem ze wszystkimi innymi: z osobami homoseksualnymi, transseksualnymi i drag queen. Co istotniejsze, człowiek zainteresowany rzetelnymi informacjami o tym, czym właściwie jest transwestytyzm i czym różni się od pozostałych zjawisk związanych z wykraczaniem poza normy płci, który sięgnie do poważnych opracowań naukowych najsławniejszych polskich seksuologów, również zetknie się z informacjami niepełnymi, a przez to – wprowadzającymi w błąd. O co chodzi?

Depatologizacja transseksualizmu

Część 1: Transpride i grupa społeczna

Buduje się grupa

Wraz z rozwojem Internetu i umożliwieniem osobom transseksualnym kontaktowania się ze sobą na międzynarodową skalę nastąpiła ogromna zmiana związana z samopostrzeganiem się osób spod znaku T. Osamotnieni w swych problemach chorzy, polegający na informacjach wyczytanych z podręczników akademickich i dostosowujący swoje życiorysy do oczekiwań lekarzy, to już zaledwie jedna z opcji.